Strona główna » Opus magnum Davida Fostera Wallace’a. “Niewyczerpany żart” 
Literatura piękna Polecenia

Opus magnum Davida Fostera Wallace’a. “Niewyczerpany żart” 

Był to człowiek niewyczerpanych żartów, niezrównanej fantazji, mało tysiąc razy piastował mię na ręku, a teraz — jakże mię jego widok odraża i aż w gardle ściska! Tu wisiały owe wargi, które nie wiem jak często całowałem. Gdzież są teraz twoje drwinki, twoje wyskoki, twoje śpiewki, twoje koncepty, przy których cały stół trząsł się od śmiechu? Nicże z nich nie pozostało na wyszydzenie swych własnych, tak teraz wyszczerzonych zębów? Idźże teraz do gotowalni modnej damy i powiedz jej, że chociażby się na cal grubo malowała, przecież się takiej fizjonomii doczeka. Pobudź ją przez to do śmiechu.

Duński książę słowami Szekspira zdaje się mówić ludzkości – jesteście błaznami i skończycie, jak ta pusta, smutna, szara czaszka, którą grabarze wykopują z ziemi. David Foster Wallace, tytułując swoją powieść “Infinite Jest” (przetłumaczone na polski jako “Niewyczerpany żart”), dołącza do Hamleta, ale zamiast zwiastować – skończycie jako ta czaszka! – pisarz zauważa, że to nie tylko wizja przyszłości, ale coś, co już się dzieje. “Niewyczerpany żart” to powieść o początku końca. W Ameryce książka miała premierę w drugiej połowie lat 90. Wówczas wybiegnięcie w przyszłość – w której człowiek żyje w ciągłym uzależnieniu i niemocy, letargu i niewoli nowoczesności, wzrokowości, zabawowości – wydawało się tylko interesującym pomysłem na wykreowanie iście przerażającego uniwersum czasów, które być może (wówczas tylko być może!) kiedyś nadejdą. Dzisiaj – gdy wreszcie doczekaliśmy się polskiej premiery “Niewyczerpanego żartu” Wallace’a – jest to już nie tylko przerażająca fikcja, ale również rzeczywistość, w której żyjemy.

Amerykański zespół Twenty One Pilots dokonał całkiem udanej diagnozy społecznej, którą zawarł w jednej ze swoich piosenek, w słowach:

We don’t believe what’s on TV
Because it’s what we want to see
And what we want, we know we can’t believe

David Foster Wallice opisał podglądaną przez siebie ludzkość, której wydaje się, że nieustannie kogoś podgląda. Taki czy inny Amerykanin (ale dziś powiedzielibyśmy raczej: taki czy inny człowiek) siedzący przed telewizorem, uważający się za eksperta w sprawach, o których słucha i które obserwuje przez szklany ekran. Szkło jednak, zamiast być spostrzegawczym okiem jego lunety, staje się lustrem – krzywym zwierciadłem, w którym czytelnik powieści Wallace’a może dostrzec swoją własną, zniekształconą, ponowoczesną twarz. Mnogość trybów i głosów literackich, neologizmy, elementy żargonu, akronimy i niekończące się przypisy (i przypisy do tychże przypisów) nadają “Niewyczerpanemu żartowi” charakter dzieła iście postmodernistycznego. Styl książki jest odpowiednio wysoki, wcale niełatwy, choć zbudowany na fundamentach kultury popularnej. Wallace przedstawia nasz świat (świat którego nie dożył, ale trafnie go przewidział), jako dystopijną rzeczywistość, którą kieruje charakterystyczna, sztuczna, niedorzeczna techno-logika używek, maszyn, cielesności i rozrywki. Tak, rozrywki przede wszystkim.

Królowa Dopamina

Abstrakcja społeczeństwa wypranych mózgów wydaje się tym bardziej aktualna, gdy spojrzymy obiektywnie na to, co dzieje się w świecie. Wystukuję ten tekst na komputerowej klawiaturze, a ty czytasz go z ekranu, który bije cię po twarzy swoją jasnością. Nie możesz odwrócić wzroku. Kiedyś można było powiedzieć, że charakter pisma jest elementem ludzkiej tożsamości – dziś piszemy tak samo. Times New Roman, 12, interlinia 1,5. Jesteśmy wzorem i zbiorem przysłów. Bóg wypił Namysłów i poleciał free bez pomysłu, a teraz tak sobie wszyscy żyjemy w takim tandetnie dosłownym teledysku, prawda? Jesteś kukiełką tej maszyny, która mieli twój mózg. Ale nie obrażaj się, ja też jestem kukiełką, zupełnie tak, jak ty. Piszę ten tekst słuchając techno i ze zgrozą myślę o zbliżającym się 28 września. Właśnie tego dnia “Niewyczerpany żart” okaże się na polskim rynku, po raz pierwszy w polskiej wersji językowej i nie będzie już ucieczki od Prawdy. Wezmę w rękę książkę – taką prawdziwą, z papieru i druku – i może dzięki niej się odczaruję. Skończymy z rzeczywistością utkaną z maszyn, widzianą przez pryzmat wiecznego scrollowania, słyszaną uszami słuchawek i może znów staniemy się ludzcy – tacy prawdziwi, z krwi i kości.

Widzę ciebie i mnie, jak w pośpiechu żyjemy. Łapiemy, puszczamy – nie ma trwania, nie ma zatrzymania, nie ma czasu. Na nic. Ten cienki robotyczny głosik z piosenki zespołu Daft Punk miał rację…

Buy it, use it, break it, fix it, trash it, change it, mail, upgrade it
Charge it, point it, zoom it, press it, snap it, work it, quick erase it
Write it, cut it, paste it, save it, load it, check it, quick rewrite it
Plug it, play it, burn it, rip it, rip it

Tutaj jest sedno sprawy. Przebodźcowany świat powieściowych ludzi, którzy dosłownie umierają od rozrywki, niech będzie dla nas przestrogą. A “Niewyczerpany żart” niech zajmie miejsce honorowe w twojej biblioteczce, bo premiera pierwszego polskiego wydania tak znamienitej i docenionej za granicą powieści, uznawanej już za kultową, jest być może najważniejszym wydarzeniem literackim tego roku.

Weź rozbieg, by chwycić powieść Davida Fostera Wallace, ale zaraz potem – zatrzymaj się i odetchnij głęboko. Wystrasz się tym, aby się z tego uwolnić.

Maria

“U mnie jest blisko z serca do papieru” - napisała Agnieszka Osiecka, a ja, jako Jej wierna i oddana fanka, powtarzam te słowa za Nią. Jestem miłośniczką słów i wszelkiego rodzaju konstelacji, które mogą z nich powstać. Studiując filmoznawstwo przekonałam się, że nie tylko sama sztuka jest czymś fascynującym, ale również - jeśli nie bardziej – nauka o niej. Spośród wszelkiego typu literatury najbardziej fascynuje mnie jej teoria, a zaraz potem filozofia i poezja. Mając trzynaście lat zapisałam w swoim pamiętniku: “wiem jedno, jestem uzależniona od pisania”. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. Wciąż notuję wszystko, co zauważę, podążając zgodnie za słowami Terry’ego Pratchetta, który stwierdził, że najlepsze pomysły kradnie się rzeczywistości, która na ogół prześciga fantazję. Jestem marzycielką i z natury chodzę z głową w chmurach, więc często zakładam życiową prozaiczność na swoje barki, żeby jej ciężar pomógł mi wrócić na ziemię. Z reguły jestem uważana za osobę towarzyską, ale mało kto dostrzega, że najswobodniej czuję się w obecności Davida Bowiego, Jamesa Barrie i Salvadora Dali. Gdy ludzie pytają mnie o sztukę, odpowiadam – to moja dobra przyjaciółka. W końcu nie raz uratowała mi życie...

Skomentuj

Kliknij tutaj, by skomentować