Strona główna » „Szancer, wyobraź sobie!”. Wystawa twórczości ambasadora wyobraźni
Książki dla dzieci Wydarzenia literackie

„Szancer, wyobraź sobie!”. Wystawa twórczości ambasadora wyobraźni

Wystawa Szancer, wyobraź sobie!

Muzeum Regionalne w Stalowej Woli zaprasza na wystawę twórczości wybitnego ilustratora Jana Marcina Szancera. To wspaniała okazja, by powrócić do książek dzieciństwa i wprowadzić najmłodszych w trochę już zapomniany świat tego genialnego artysty.

Interaktywna, analogowa ekspozycja

Wystawę „Szancer, wyobraź sobie!” przygotowało Żydowskie Muzeum Galicja. Jeszcze do 19 czerwca 2022 roku można odwiedzić wyjątkową ekspozycję, która mieści się w Galerii Malarstwa Alfonsa Karpińskiego przy ul. Rozwadowskiej 12 w Stalowej Woli. Na wystawie zobaczymy nie tylko oryginalne prace Jana Marcina Szancera. Na czas trwania ekspozycji Muzeum Narodowego w Krakowie i Muzeum Narodowego w Kielcach wypożyczyły oryginalne prace ilustratora. Organizatorzy przygotowali także teatr cieni oraz scenę teatralną. Dzięki instalacji odwiedzający poczują się jak bohaterowie bajek!

Wystawa adresowana jest do dzieci, ale również dorośli doświadczą mnóstwa radości z tej wizyty w muzeum. Oprócz rysunków i angażujących najmłodszych atrakcji na starszych odbiorców czeka opowieść o losach Szancera oraz skomplikowanych i dramatycznych doświadczeniach polskich Żydów w XX wieku.

Kim był Jan Marcin Szancer?

Polski artysta urodzony w 1902 roku to niezaprzeczalnie mistrz polskiej ilustracji. Zawdzięczamy mu nie tylko wizerunki Pana Kleksa, Królowej Śniegu, Sierotki Marysi czy Jelonka Pyszałka. Tworzył także unikalne grafiki do książek Jana Brzechwy, Juliana Tuwima, Ewy Szelburg-Zarembiny, Adama Mickiewicza, Henryka Sienkiewicza czy Hansa Christiana Andersena. Zilustrował łącznie blisko 300 książek dla dzieci, których lektura przenosi nas w sentymentalną podróż do czasów dzieciństwa. Pracował również jako redaktor i ilustrator tygodników dla dzieci „Świerszczyk” i „Przygoda”.

Unikatowy styl ilustracji

Co ciekawe, „król ilustratorów” czy „malarz dziecięcych marzeń”, jak nazywają często Jana Marcina Szancera, miał zostać aptekarzem. Na szczęście dla dzieci został artystą. I to nie byle jakim. Jego charakterystyczny styl od lat podziwiają kolejne pokolenia miłośników książek. Smukłe i delikatne sylwetki. Postacie o długich kończynach i dostojnych twarzach z ekspresyjnym spojrzeniem. Mnóstwo detali. A wszystko to utrzymane w baśniowym klimacie. Jedyne w swoim rodzaju bajkowe mikrokosmosy, w których chciałoby się przysiąść na herbatkę. Od 1944 roku pod jego ilustracjami zaczęła pojawiać się sygnatura „jms”, którą uważny czytelnik z pewnością kojarzy ze starszych wydań dziecięcej klasyki.

Wprowadzenie do sztuki zawdzięcza Leonardowi Stroyanowskiemu, który w zamian za wynajem pokoju w kamienicy Szancerów, uczył młodego Janka rysunku. Następnie trochę już starszy Szancer kształcił się na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Co prawda nie wróżono mu kariery malarskiej. Prorocze okazały się jednak słowa Xawerego Dunikowskiego, który oznajmił, że Jan Marcin Szancer będzie ilustratorem.

Jan Marcin Szancer – ambasador wyobraźni

Współczesne pokolenia dzieci raczej nie wychowują się na książkach z ilustracjami Szancera. Chociaż młodsi artyści, którzy tworzą grafiki do książek dla najmłodszych, czerpią z jego nauk i szkoły polskiej ilustracji. Mimo że od czasów jego działalności artystycznej minęło już kilkadziesiąt lat, to starsze pokolenia doskonale pamiętają baśniowe scenerie i delikatne postacie z wierszy Brzechwy, Tuwima czy z książek o Panu Kleksie. W końcu to Jan Marcin Szancer kształtował dziecięcą wyobraźnię i sam mimo upływu lat nigdy jej nie stracił.

Na szczęście dzięki Oficynie Wydawniczej G&P mamy jeszcze możliwość sięgnięcia po dodruki książek dzieciństwa naszych rodziców i dziadków. Polecamy Twojej uwadze m.in.:

Kasia

Kiedy byłam w zerówce, nauczyłam się czytać, żeby już więcej się nie nudzić. Od tej pory pochłaniałam kolejne książki, czytając – ku zgrozie pozostałych domowników – przez pierwsze lata na głos. Z kolei w szkole cały czas kończyło mi się miejsce na bibliotecznej karcie, bo byłam tam codziennym gościem. W zawrotnym tempie przerobiłam wszystkie tytuły Astrid Lindgren i do dziś mam sentyment do „Ronji, córki zbójnika”. Chociaż moim ukochanym tytułem z dzieciństwa pozostaje wciąż „Zajączek z rozbitego lusterka”. Na szczęście wraz z wiekiem miłość do książek nie zanikła, a wręcz miała okazję rozkwitnąć dzięki już ponad 5 – letniej pracy w księgarni. Jednak nie samą literaturą żyje człowiek. Kiedy nie czytam, haftuję tamborki z joginkami i wyciszam umysł, praktykując ashtangę. Za to z wykształcenia jestem psychologiem i arteterapeutką, dlatego mam słabość do psychologicznej literatury i książek Yaloma. Uwielbiam dzieci i kocham literaturę dziecięcą, więc niech nie zdziwi Cię duża liczba wpisów na temat moim zdaniem najbardziej wartościowych książek dla najmłodszych. Sama posiadam ich zawrotną liczbę - nie bez powodu maluchy znajomych mówią na mnie „ciocia od książek”. W kościach czuję, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zostanę pisarką książek dla dzieci. Ale wracając do teraz – na co dzień trenuję swoją cierpliwość, dzieląc dom z czwórką kotów i znajdując kłaki oraz żwirek we wszystkich możliwych miejscach.

Kasia

Kiedy byłam w zerówce, nauczyłam się czytać, żeby już więcej się nie nudzić. Od tej pory pochłaniałam kolejne książki, czytając – ku zgrozie pozostałych domowników – przez pierwsze lata na głos. Z kolei w szkole cały czas kończyło mi się miejsce na bibliotecznej karcie, bo byłam tam codziennym gościem. W zawrotnym tempie przerobiłam wszystkie tytuły Astrid Lindgren i do dziś mam sentyment do „Ronji, córki zbójnika”. Chociaż moim ukochanym tytułem z dzieciństwa pozostaje wciąż „Zajączek z rozbitego lusterka”. Na szczęście wraz z wiekiem miłość do książek nie zanikła, a wręcz miała okazję rozkwitnąć dzięki już ponad 5 – letniej pracy w księgarni.
Jednak nie samą literaturą żyje człowiek. Kiedy nie czytam, haftuję tamborki z joginkami i wyciszam umysł, praktykując ashtangę. Za to z wykształcenia jestem psychologiem i arteterapeutką, dlatego mam słabość do psychologicznej literatury i książek Yaloma. Uwielbiam dzieci i kocham literaturę dziecięcą, więc niech nie zdziwi Cię duża liczba wpisów na temat moim zdaniem najbardziej wartościowych książek dla najmłodszych. Sama posiadam ich zawrotną liczbę - nie bez powodu maluchy znajomych mówią na mnie „ciocia od książek”. W kościach czuję, że w bliżej nieokreślonej przyszłości zostanę pisarką książek dla dzieci. Ale wracając do teraz – na co dzień trenuję swoją cierpliwość, dzieląc dom z czwórką kotów i znajdując kłaki oraz żwirek we wszystkich możliwych miejscach.

Skomentuj

Kliknij tutaj, by skomentować