Strona główna » Wśród Leśmianowskich dziwów i zadziwowań – 85. rocznica śmierci Bolesława Leśmiana
Aktualności ze świata książki Ciekawostki

Wśród Leśmianowskich dziwów i zadziwowań – 85. rocznica śmierci Bolesława Leśmiana

zdj: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Le%C5%9Bmian.png

Aby móc rozpocząć pisanie, o kimś takim, jak Bolesław Leśmian trzeba z góry nastawić się na pewną elastyczność. Był to bowiem poeta będący raczej spacerowiczem na brzegu, niż jednym z tych, którzy płynęli głównym nurtem swojej epoki. Przy pierwszym spotkaniu poezja Leśmiana budziła we mnie wrażenie czegoś dziwnego, tajemniczego, dalekiego i obcego, ale jednocześnie jest to poezja miła, taka, która przychodzi wieczorem, gdy leżysz już w łóżku, by zapleść z twoich włosów warkocze niezwykłych snów. W tym tekście postaram się wychwycić najważniejsze cechy poezji Bolesława Leśmiana i przyjrzeć im się z bliska – dlaczego, po co i jak działają w jego twórczości?

W życiowym pędzie

Jedną z kluczowych cech twórczości Leśmiana jest obecność kategorii niedokończenia – które należy rozumieć jako pewną otwartość, dziejący się proces, niekończące się tworzenie. Jest to związane z filozofią Henri Bergsona, który uważał, że świat jest przestrzenią nieustannego konfliktu między ciężką, nieruchomą, zastygłą materią a tzw. élan vital, które rozumie się jako “życiowy pęd”. To starcie statyczności i dynamizmu jest dostrzegalne w poezji Leśmiana: młoty, które same z siebie walą w mur, trup przeżywający w grobie katusze, zieleniejący się czas itd. Nieskończoność w poezji Leśmiana nie jest więc kołem, które zatacza krąg, ale długą prostą linią. Śmierć nie stanowi końca – owego końca w ogóle nie ma w jego poetyckiej wizji świata. Sfera niebytu jest w poezji Leśmiana niepodważalna ontologicznie, choć jednocześnie sama sobie zaprzecza. W wierszu “Dziewczyna” ta nieskończoność prezentuje się właśnie w taki sposób – na końcu pozostaje tylko zgroza nagłych cisz i próżnia w całym niebie; a więc pustka – ale ta pustka jest, podczas gdy jednym z podstawowych założeń filozoficznych rozważań nad pustką jest jej niebycie, zaprzedzenie poprzedzające ontologię. Jej prawomocne istnienie zostaje jednak podkreślone przez podmiot liryczny ostatnim wersem utworu, w którym podmiot podchwytliwie pyta odbiorcę:

a ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?

Tematy niewyczerpywalne

Wspomniane wyżej pustka i nicość to dwa z kilku motywów, które pojawiają się w poezji Leśmiana regularnie. Do takich tematów można z pewnością zaliczyć również miłość i śmierć – często idące w parze, jedno z powodu drugiego. Wszyscy niemal bohaterowie Leśmiana kochają i umierają, albo umierają i kochają. Oczywiście z tego powodu również cierpią, tęsknią, pamiętają. Jeden z moich ulubionych wierszy Leśmiana, “W nicość śniąca się droga”, bardzo zgrabnie łączy w sobie wiele tych stałych, Leśmianowskich elementów. Mamy tutaj do czynienia z bohaterem, który – no właśnie – śni? Nie jest to tak oczywiste. Już sam tytuł sugeruje, że sen śni się sam – on [bohater] może się śnić, co wcale nie jest równoznaczne z tym, że to on śni, czy też: że to jemu się śni. Sen jest bytem niezależnym, dziejącym się (bez końca…) samym z siebie i samemu dla siebie, o czym z bezczelną wręcz śmiałością świadczą słowa:

Poistniały czerwienie na niebiosów uboczu –
Poistniały dla nikogo, samym sobie raczej – wbrew…

Bohater nie śni więc ani siebie, ani tej tytułowej drogi – jednak z wiersza dowiadujemy się, że ma on pewną moc sprawczą. Nie decyduje o istnieniu bądź nieistnieniu czegoś, ale może decydować o tym, że postanawia wypatrywać drogę. Oniryczna rzeczywistość tego utworu jest niemalże oczywista – w tym sensie, że nie da się patrzeć na świat prezentowany w wierszu, jak na coś realnego.

Okazuje się, że ten śniący się sen dotyczy dziewczyny – jakiejś dawnej ukochanej, która odeszła (być może w tytułową nicość?). Bardzo zastanawiający jest fragment:

Wiem, że muszę wypatrzeć w nicość śniącą się drogę.
Odchodzimy gdzieś co chwila i co chwila brak nam lic…
I nie mogę cię pieścić i nie pieścić nie mogę –
Tylko patrzę w zmierzch za tobą i nie pragnę widzieć nic.

Kategoria pustki wmieszana zostaje w oniryczne zasady panujące w tym świecie: droga śni się w nicość, brak im [kochankom] lic, a podwójne zaprzeczenie w formule: “i nie pragnę widzieć nic”, choć jest całkowicie zrozumiałe (w języku polskim taki zabieg jest poprawny), to jednak wprowadza pewne zamieszanie. Mówiąc “nie pragnę widzieć nic” podmiot nie stwierdza, że pragnie nie widzieć, ani nie stwierdza, że pragnie widzieć coś konkretnego – choć właściwie tak jest, bowiem “nic” jest tutaj owym czymś. To zawiłe, ale jednocześnie genialne. Podmiot nie zaprzecza mocy swoich oczu, nie odbiera im sprawności widzenia – zaprzecza jedynie swoim chęciom zmysłowego uczestnictwa w tym, co się dzieje. W pierwszej zwrotce padają słowa:

I nie umiem powiedzieć, skąd uległość mych oczu
Tym zarysom drzew na chmurze… Trzebaż oczom takich drzew?…

Tak samo, odnosząc się do omawianego przed chwilą fragmentu, można by zapytać: czy trzebaż oczom tego zmierzchu?

Spośród tych najczęstszych motywów pojawiających się w poezji Leśmiana omówiłam już krótko oniryzm, miłość, nicość, ale pozostaje jeszcze śmierć; i choć zdaje się, że wiersz ten nie dotyka tego tematu (a przynajmniej nie w takim stopniu, jak niektóre z pozostałych utworów poety), to warto przyjrzeć się bliżej słowom:

Poszukamy zmarłych dni

W tym wersie objawia się właściwe Leśmianowskie rozumienie śmierci – jak już wspominałam, nie jest ona końcem, ale jedynie przeistoczeniem w jakiś inny etap, oddzielną sferę, która ową martwotę sytuuje na równi z życiem. W obrębie omawianego wcześniej nieustannego i nieskończonego stawania się świata w poezji Leśmiana, śmierć również jest procesem, który się dzieje, a nie stanem, w którym można spocząć.

Jest tam ścieżka znajoma – i jest drzewo za bramą.
Czy pamiętasz, jak się idzie? Trzeba minąć cały świat!
Wdziej tę suknię, co wtedy!… Włosy uczesz tak samo!
I pójdziemy do ogrodu… Ty idź – pierwsza… Pójdę w ślad…

Wyżej zacytowana, ostatnia zwrotka wiersza “W nicość śniąca się droga” ukazuje ten trwający i dynamiczny aspekt śmierci. Podmiot mówi, że aby dotrzeć do ogrodu należy minąć cały świat – a więc właśnie przekroczyć tę nieprzekraczalną granicę. Przywoływane są tutaj wspomnienia bohaterów, ustanawiające zależność, według której śmierć zawsze przychodzi po życiu – przeżyli życie, a więc wkraczają w śmierć, która maluje się w tym wierszu jako świat bardzo podobny, tyle że odwrotny. Można by powiedzieć, że jest to jakaś równoległa rzeczywistość.

Melodia poza słowami

Nie sposób myśleć o poezji Bolesława Leśmiana w oderwaniu od rytmu jego poezji. Autor posługiwał się głównie wierszem stroficznym, sylabotonicznym i rymowanym, gdyż był zdania – i trudno mu zaprzeczyć – że muzyczność liryki najlepiej wyraża się poprzez tradycyjne metrum. Ulubionym

gatunkiem Leśmiana była ballada ludowa – warto tutaj wspomnieć, że ludowość i obecność natury (często uosobionej) to również chętnie wykorzystywane przez poetę motywy. Nie trzeba szukać daleko, aby unaocznić ową muzykalność poezji Leśmiana. Czytając jego wiersze na głos nie da się uniknąć rytmu, który wyznaczają słowa.

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…
Mówili o niej: “Łka, więc jest!” – I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat – i świat zadumał się w tej chwili…
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

Powyższy fragment “Dziewczyny” (zachęcam do przeczytania na głos!) ujawnia smutną prawdę o współczesnej poezji, która – no właśnie – straciła muzykalność. Nie ma przeciw czemu się tutaj buntować – dawniej istniała tradycja czytania poezji na głos, dziś czyta się po cichu. Skutki tego są takie, że zanika poetycka sztuka posługiwania się miarą wierszową i zawierania w niej dodatkowych sensów. Bo czyż “Dziewczyny” nie czyta się w rytm tych bijących w mur młotów? Leśmian uważał, że w rytmice kryją się znaczenia niewyrażalne w słowach i że brzmienie może zupełnie inaczej (być może dosadniej) oddziaływać na czytelnika, niż sama tylko treść danego pojęcia.

W Leśmianowskim lesie leśmianizmów

Nie jest tajemnicą, że Bolesław Leśmian słynie ze słowotwórczych walorów swoich tekstów. Utworzone przez niego neologizmy nazywane są właśnie leśmianizmami. W poezji autora występują liczne słowa utworzone poprzez poprzedzenie danego pojęcia przedrostkiem sugerującym brak lub pustość (w każdym razie zaprzeczenie), np. bezgwar, bezcel, bezbrzask, niedobłysk, niedoumieranie. Równie często pojawiały się słowa, które sugerować miały to, o czym pisałam na początku – trwanie w procesie. Leśmian używał form niedokonanych i przekształcał rzeczowniki tak, aby mogły same stanowić o dziejącej się czynności, np. bezdomnieć, bezimiennieć, jeziornieć. Polski krytyk literacki i profesor Uniwerystetu Jagiellońskiego, Michał Markowski jest zdania, że w przypadku twórczości Leśmiana mamy do czynienia nie tyle nawet z neologizmami, ale z neo-onto-logizmami, a więc z pojęciami, które nie tyle nazywają istniejące rzeczy w nowy sposób, ale w ogóle owe znaczone signifié stwarzają.

Leśmiana nigdy dość!

Warto o tym poecie pamiętać, gdyż choć obchodzimy dziś 85 rocznicę jego śmierci, to jego poezja wciąż nam przypomina, że:

wszak ci w trupach taka moc bywa,
Że trup i w grobie wiele przeżywa!

Zachęcam do zapoznania się z twórczością Bolesława Leśmiana, opracowań jego tekstów i biografii poety. Wszystko to znaleźć można tutaj. A na deser pozostawiam tutaj jeszcze jeden piękny, nie aż tak popularny i niezatytułowany wiersz autora:

Mrok na schodach. Pustka w domu
Nie pomoże nikt nikomu.
Ślady twoje śnieg zaprószył,
Żal się w śniegu zawieruszył.

Trzeba teraz w śnieg uwierzyć
I tym śniegiem się ośnieżyć –
I ocienić się tym cieniem
I pomilczeć tym milczeniem.

Maria

“U mnie jest blisko z serca do papieru” - napisała Agnieszka Osiecka, a ja, jako Jej wierna i oddana fanka, powtarzam te słowa za Nią. Jestem miłośniczką słów i wszelkiego rodzaju konstelacji, które mogą z nich powstać. Studiując filmoznawstwo przekonałam się, że nie tylko sama sztuka jest czymś fascynującym, ale również - jeśli nie bardziej – nauka o niej. Spośród wszelkiego typu literatury najbardziej fascynuje mnie jej teoria, a zaraz potem filozofia i poezja. Mając trzynaście lat zapisałam w swoim pamiętniku: “wiem jedno, jestem uzależniona od pisania”. Nic w tej kwestii się nie zmieniło. Wciąż notuję wszystko, co zauważę, podążając zgodnie za słowami Terry’ego Pratchetta, który stwierdził, że najlepsze pomysły kradnie się rzeczywistości, która na ogół prześciga fantazję. Jestem marzycielką i z natury chodzę z głową w chmurach, więc często zakładam życiową prozaiczność na swoje barki, żeby jej ciężar pomógł mi wrócić na ziemię. Z reguły jestem uważana za osobę towarzyską, ale mało kto dostrzega, że najswobodniej czuję się w obecności Davida Bowiego, Jamesa Barrie i Salvadora Dali. Gdy ludzie pytają mnie o sztukę, odpowiadam – to moja dobra przyjaciółka. W końcu nie raz uratowała mi życie...

Skomentuj

Kliknij tutaj, by skomentować