Najpierw miałam napisać, że nie pamiętam w jaki sposób zetknęłam się z ksiażkami Murakamiego, ale właśnie wtedy sobie przypomniałam, że dwa lata temu wspólokatorka pożyczyła mi Norwegian Wood. Przeczytałam na jednym wdechu. A potem odchorowałam rozterkami psychologicznymi. Do tej pory każda książka Murakamiego tak na mnie działa i muszę zrobić sobie przerwę pomiędzy kolejnymi.
Autor jest rewelacyjny jego światy dziwne i pokręcone a bohaterowie są zawieszeni w emocjonalnej próżni, którą muszą powoli zapełnić lub zostaje ona całkowicie opróżniona. Przeczytałam:
"Norwegian Wood"
"Tańcz, tańcz, tańcz"
"Na południe od granicy, na zachód od słońca"
"Sputnik Sweetheart"
"Po zmierzchu"
na półce czeka "Koniec świata i hard-boiled wonderland" z jednej strony mam ochotę ją przeczytać z drugiej wiem, że jak to zrobię będę musiała leczyć się czymś w rodzaju Bridget Jones gdzie wszystko jest proste.
Czy tylko u mnie Murakami wywołuje moralne rozterki :>?